Wewnętrzny rozkwit

Odrodzona żeńskość

żeńskość, księżyc, zachód słońca

Uzdrowiona żeńskość

Zainspirowana słowami tych, którzy nawołują, by działać, ale inaczej niż dotychczas, inaczej niż mówią nasze wielopokoleniowe skrypty, które już dawno nie służą, zabieram głos. Broniłam się z lęku przed wyrażeniem tego, w co wierzę, ale od wczoraj wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią „powiedz, wyraź to, nie zwlekaj!”. Postanowiłam dłużej nie oporować i nie trzymać przy sobie tego, co w moim (niepodważalnym dla mnie) przekonaniu jest jedyną słuszną drogą ku miłości, prawdzie i wolności na tej planecie.

Kochane kobiety, przez tyle wieków byłyśmy pomijane, spychane na skraj społeczeństwa, urabiane od pierwszych dni naszego życia do tego, by służyć – głównie mężczyznom, by posłusznie podporządkowywać się męskości, która dawno temu zapomniała, czym naprawdę jest. Która uległa toksycznej deformacji, wprowadzając na ziemi wojny, konflikty, agresję, niewolnictwo, niebezpieczną rywalizację i ciągłe dążenie do postawy „więcej, więcej, jeszcze więcej, jeszcze szybciej…”. Kiedyś musiało się to zatrzymać, kiedyś stary porządek musiał zacząć się chwiać, by w końcu ostatecznie runąć. Nie po to, by zatriumfować mogła energia żeńska, co byłoby tym samym, co robią dotychczas treści patriarchalne, ale po to, by na zgliszczach starych struktur, mogły zacząć wznosić się nowe. Oparte na zupełnie innych zasadach, oparte na miłości, wspólnocie i widzeniu drugiego istnienia bez potrzeby zmieniania go i skrajania według własnego obrazu świata.

Całym sercem jestem za Każdą z Nas, za naszym prawem do bycia takimi, jakimi zaprosiła nas tutaj ziemia. Za prawem do wyboru i odpowiedzialnością za niego. Kiedy i jak to się stało, że mężczyźni uznali, że jesteśmy zbyt małe, by decydować i jeszcze brać za te decyzje odpowiedzialność, nie wiem… Ale tak się stało i teraz jako żeńska ławica w moim odczuciu jesteśmy zobowiązane do tego, by to zmienić. Inaczej jednak niż czyniłyśmy to do tej pory. Mamy to zrobić nie na warunkach krzywdzącej, połamanej męskości, tylko na warunkach pełnej samoświadomości energii żeńskiej, która wyraża skuteczne, bo zdrowe STOP.

Gdy dostałam zaproszenie na marsz kobiet, moje nogi już chciały tam biec, ale gdy zobaczyłam hasło „to jest wojna”, poczułam potężny sprzeciw i opór. Dlaczego? Bo dla mnie „walka”, pora wyciągnąć szpony” czy „to jest wojna” to ciągle narzędzia niszczącego patriarchatu. Poczułam, że chcę zmiany, ale nie chcę jej dokonywać pod szyldem słów, które mając moc stwórczą, emanują tak naprawdę tym, co od wieków jest używane przez mężczyzn do niszczenia. Przez mężczyzn, którzy zgubili kontakt ze swoją wspaniałą i piękną naturą. Za każdym słowem stoi energia, która poprzez używanie go, mnoży się w bardzo szybkim tempie. Jeśli to słowa, które zawierają przemoc i destrukcję, mnożą właśnie taką energię. Walcząc i wojując, robimy dokładnie to samo, co poraniona i destrukcyjna męskość. Przestańmy zasilać nasze działania niszczącym ogniem odchodzącego patriarchatu w imię wolności i pokoju. Nie ubierajmy naszych kobiecych ciał w szaty patriarchatu. Uzdrowiona, stojąca w pełni swojej mocy żeńskość nie potrzebuje walczyć, nie potrzebuje iść na wojnę, by móc się przejawiać w całej swej okazałości.

Gdy po 14-tu latach opuszczałam mój ukochany Wrocław, wśród pięknych życzeń i mądrych zdań, które dostałam od cudownych kobiet, znalazło się takie: „Co wewnątrz, to na zewnątrz, co na górze, to na dole”. Dużo później rozpoznałam w tych słowach życiowy ruch, który na zewnątrz, w świecie wyraża się tym, co mamy w sobie. Rozpoznałam, że nasze stany psychiczne mają odzwierciedlenie w ruchach społecznych, konfliktach wewnątrz i pomiędzy narodami, w zjawiskach przyrody, która w taki sposób kanalizuje nasze psychiczne napięcia. Dla mnie zatem to, co się obecnie dzieje, jest właśnie tym – emanacją naszych ran i traum, często niesionych za przeszłe pokolenia. Walką i wojną tego nie zmienimy.

Kochane kobiety i mężczyźni, zatrzymajmy się, niech każda i każdy z nas wsłucha się w siebie, by sprawdzić, co poprzez ten społeczny chaos chce się wypowiedzieć, co chce zostać dostrzeżone i umiłowane – nie odrzucane, tylko właśnie objęte miłością. W naszych wnętrzach są możliwości i wszelkie odpowiedzi. I to tam kipią także wielowiekowy gniew, żal i ból, to one chcą ujścia i to one zakrywają widoczność, zasłaniając dostęp do asertywnych rozwiązań. Asertywnych, czyli takich, które nie niszczą, nie ranią, nie są we władzy agresji i przemocy. I to właśnie tymi emocjami trzeba się najpierw odpowiedzialnie zająć, by nie musiały się w niekontrolowany sposób wylewać na świat.

Stłamszoną, poranioną i odrzuconą nie tylko przez mężczyzn, ale także przez same kobiety żeńskość trzeba uzdrowić, zwrócić jej to, co należy do jej prawdziwej natury, pomóc się odrodzić. A to jest możliwe wyłącznie wtedy, gdy każda z nas weźmie odpowiedzialność za to, co w niej wrze i cierpi.

I nie chodzi mi o to, że teraz każdy ma się zamknąć w domu i od rana do wieczora oglądać swój psychiczny i emocjonalny krajobraz, rezygnując z działań. Absolutnie nie! Proces wewnętrzny ma iść w parze z wychodzeniem do świata w działaniu. To jest możliwe.

My naprawdę możemy bardzo dużo, ale tylko razem, wspólnie, w jedności i pod hasłami wyrastającymi z odrodzonej i pełnej mocy żeńskości oraz dojrzałej energii męskiej, która według mnie może taką się stać, gdy właśnie teraz podąży za pełną miłości i dążenia do prawdy energią żeńską.

Natomiast żeńskość we wszystkich swoich przejawach może się odrodzić tylko dzięki świadomym wglądom i kontaktem ze sobą.

Zjednoczmy się na prawach miłości, świadomości, prawdy i szacunku. Wierzę, że tylko wychodząc z tej przestrzeni możemy przetransformować naszą rzeczywistość.

Obejmuję z miłością ❤

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *