Polecane

Dzielę się tutaj tym, co wsparło mnie w moim procesie odkrywania mojej prawdziwej tożsamości, co pomogło poszerzyć samoświadomość i zrozumieć wpływ przeszłości na moje dzisiaj. Każda z książek przychodziła do mnie dokładnie wtedy, gdy byłam na nią gotowa i choć trochę otwarta na zrozumienie jej treści. Wielokrotnie, czytając coś, miałam myśl, że kiedyś nie skumałabym nic, nie potrafiłabym zobaczyć tego, co widzę właśnie teraz podczas czytania. Postaram się na bieżąco aktualizować to miejsce 🙂

Każdej z tych osób posyłam bezbrzeżną wdzięczność za dzielenie się sobą ze światem, za bycie wsparciem (wielokrotnie w momentach, gdy ważyło się moje być czy nie na tej ziemi), za bycie światłem, które pozwalało na zobaczenie zakrytego i nierozpoznanego w mrokach nieświadomości. Każda z tych osób jest dla mnie posłańcem Boga, który właśnie tak w moim życiu mówił i mówi, jak bardzo mnie kocha i jak bardzo jestem ważna. Dziękuję ❤️

Książki:

Alice Miller – wszystkie dostępne pozycje. To z nich dowiedziałam się, że mój gniew na rodziców i chęć wyrównania doznanych krzywd są czymś normalnym, że mam prawo je czuć i że nie muszę im wybaczać, by być dobrym człowiekiem. Dla mnie te książki były bardzo mocne, pomogły zobaczyć tę mnie, która od lat szalała z nigdy nie wyrażonej wściekłości i bólu. Owszem, rozbudziły demona, ale to właśnie on zaprowadził mnie do tego miejsca we mnie, gdzie mieszka największa delikatność i niewinność 🙂

John Bradshaw, Powrót do swojego wewnętrznego domu, Toksyczny wstyd – obie książki uruchomiły we mnie świadomość moich dziecięcych traum; w Toksycznym wstydzie przeglądałam się jak w lustrze, a wiele niezrozumiałych dla mnie moich reakcji i odczuć zaczęło układać się w całość, np. poczucie bycia molestowaną seksualnie – fizycznie tego nie doświadczyłam, ale słownie (w najbardziej wulgarny i poniżający sposób) tysiące razy…

Peter Levin, Uleczyć traumę – książka, która najbardziej ze wszystkich pomogła mi dotknąć moich straumatyzowanych wewnętrznych części i poczuć chore od emocjonalnych ran ciało. Traumy nie uleczyła ;), ale dzięki niej rozpoczęłam głęboki proces zdrowienia.

Alexander Lowen, Depresja i ciało, Duchowość ciała, Przyjemność – dzięki ćwiczeniom w nich zawartym weszłam w głębszy kontakt z ciałem; wykonując ćwiczenia stworzone przez autora, uruchomiłam zalegającą przez lata złość za to, czego doświadczyłam w rodzinnym domu, przez co zaczęłam się nią bardziej świadomie zajmować. Do dzisiaj gruntuję się w ciele, korzystając z tych ćwiczeń. Czytając Lowena, uświadomiłam sobie m.in., że wciąż czekam na miłość matki, że boję się własnej seksualności i kobiecości, tkwię w lęku przed utratą kontroli i poczuciu winy. Po raz pierwszy zobaczyłam, jak bardzo boję się sięgać – po przyjemność, po miłość, po nowe.

Jesper Juul, Agresja – nowe tabu, „Nie” z miłości – obie bardzo wsparły moje rozumienie siebie i dzieci, z którymi wiele lat pracowałam :).

Susan Forward, Szantaż emocjonalny, Matki, które nie potrafią kochać – to książki, które wsparły moje NIE i pomogły w ustalaniu granic, uporządkowały wiedzę na temat tego, czym jest szantaż emocjonalny, kto wobec mnie stosował i stosuje ten rodzaj psychicznej gry, a także umożliwiły zobaczenie, gdzie ja wychodzę do ludzi z toksycznymi zachowaniami, by zaspokoić moje potrzeby, bo nie potrafię sięgnąć po spełnienie ich w zdrowy sposób. Druga pozycja szczególnie mocno skontaktowała mnie z bolesną prawdą o mojej mamie i z obrazem wyrodnej matki we mnie.

Zofia Aleksandra Żuczkowska, Dialog zamiast kar – mimo że z tematem porozumienia bez przemocy stykałam się od wielu lat, w tej książce bardzo mocno zderzyłam się z obrazem siebie samej, tzn. uświadomiłam sobie, jak często moja komunikacja jest pełna przemocy – tej jawnej i tej nie wprost. Nie ze wszystkim się zgadzam, co proponuje autorka (być może nie jestem jeszcze na to gotowa), jednak ogromna część zawartości książki obudziła we mnie utajone treści.

Brandon Bays, Podróż – pozycja, w której znalazłam dużą część utraconej siebie – tej fizycznej, emocjonalnej i duchowej; dzięki niej dotarłam do tego miejsca w sobie, w którym jest otwartość na to, co jest, gdzie jest przyjęcie mnie impulsywnej, toksycznej, niedojrzałej. Podróż była wstępem do długiego procesu akceptacji siebie, otworzyła pierwsze drzwi do wewnętrznej przestrzeni miłości tego, co we mnie brudne i brzydkie. Gdybym trafiła na tę książkę kiedyś, niewiele bym z niej umiała wziąć.

Katarzyna Oleś, Poród naturalny – z niezwykłą mądrością, wiedzą, doświadczeniem i ponadprzeciętnym czuciem autorka opisuje duchowość i fizjologię porodu. Po książkę sięgnęłam ze względów osobistych i zawodowych, a zaprowadziła mnie ona do pamięci moich własnych narodzin, pomogła spotkać się z traumą doświadczoną podczas porodu i poczuć ból porzuconego dziecka, które tuż po urodzeniu ot tak! zostało oddane na 10 godzin obcym ludziom, w obce miejsce, w obce doznania i zapachy. Wiele trudnych i pięknych procesów mogłam przejść dzięki tej książce.

Wojciech Eichelberger, Kobieta bez winy i wstydu, Zdradzony przez ojca – do pierwszego tytułu sięgnęłam kiedyś i po przeczytaniu kilku stron, które odebrałam jako coś rozmytego między naturą a perspektywą akademicką, odwróciłam się od tej książki, czując niechęć i zaciekawienie jednocześnie (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że można mieć w tym samym momencie odczucia, które powszechnie są uznawane za wykluczające się). Gdy wróciłam do tej książki po kilku latach, zrozumiałam, że odrzuciłam ją, bo psychicznie nie byłam na nią gotowa, bo żeńskie (natura) i męskie (podejście akademickie, naukowe) we mnie było do głębi straumatyzowane i w całkowitej nierównowadze. Gdy ponownie do niej zajrzałam, byłam w otwartym procesie przywracania tej równowagi i wchłaniałam ją każdą komórką 😉 Wiem, że za jakiś czas do niej wrócę, bo proces cały czas trwa i te dwie struktury wciąż się we mnie układają, odnajdując w nowych proporcjach. Z kolei Zdradzony przez ojca, mimo że dedykowany szczególnie mężczyznom, w moim odczuciu przekłada się w ogromnej mierze także na kobiety zdradzone przez ojców i matki.

Maciej Żbik, Renata Arendt-Dziurdzikowska, Magdalena Chmielewska, Alchemia snu – treść książki sprowokowała prawdziwą woltę w mojej psychice, rozpoczynając bardzo mocny proces przywracania uwewnętrznionego obrazu ojca, który, ponieważ był w odrzuceniu od lat, pracował we mnie niezwykle intensywnie i rozwalał prawie wszystko, co udawało mi się w życiu zbudować. Oczywiście samo przeczytanie książki nie zastąpi procesów, które są możliwe do przeprowadzenia na tak głębokich poziomach zapewne wyłącznie z prowadzeniem autora metody. Dla kogoś jednak, kto przeszedł już jakąś drogę, opisane w książce narzędzia mogą być bardzo pomocne i zaprowadzić do większego zrozumienia dynamiki, jaka zadziewa się w psychice każdego z nas. Polecam z serca każdemu.

Mark Wollyn, Nie zaczęło się od ciebie – autor poprzez trudne i jednocześnie piękne procesy swoich klientów pokazuje, jak wiele z tego, co niesiemy w życiu, nie należy do nas. Tak wiele historii i trudności, których doświadczamy, jest odtwarzaniem nie naszych traum, ale będących doświadczeniem naszych przodków, których oni sami nie udźwignęli. Książka zawiera wiele ćwiczeń, bez wykonania których, moim zdaniem, nie ma sensu jej czytać. Są to ćwiczenia, które mogą przynieść wiele uwolnienia w naszym życiu. Ta pozycja towarzyszyła mi dwa miesiące. Doświadczyłam dzięki niej dziesiątki procesów odsyłania przodkom (w tym rodzicom) i pozostawiania przy nich ich ciężarów i nierozwiązanych spraw. A wszystko to działo się w głębokim współczuciu dla nich i dla ich bólu. Czasami nie czułam tego, co proponuje autor i podążałam za sobą, uwalniając nie tylko siebie, ale też tych, którzy sami nie mogli. Jakkolwiek to brzmi, wiem, co czułam. A czułam, jak tam, w energii przeszłości robi się przestrzeń i ulga. W trakcie czytania tej książki doświadczałam „spotkań” z setkami (a może i więcej) osób z mojego rodu, doznawałam uzdrawiania i jednania się zwaśnionych kobiet z kobietami, mężczyzn z mężczyznami i energii żeńskiej z męską. Łącząc się z nimi, czułam ich ból, ich brak, ich samotność i lęk. Polecam każdemu, kto ma gotowość na wejście w kontakt ze swoim drzewem rodowym, które żyje w każdym z nas, jak mawia Alejandro Jodorowsky…