Wewnętrzny rozkwit

Lęk przed porażką trzyma w miejscu, perfekcjonizm blokuje ruch

porażka-błędy-perfekcjonizm-odrzucenie

Jak często nie robimy czegoś, bo boimy się… porażki? Jak często chęć bycia czy zadziałania w sposób doskonały sprawia, że nie podejmujemy żadnej aktywności? W moim odczuciu bardzo często.

Czym jest porażka?

Porażka to sytuacja, powszechnie uznawana za błąd, coś, czego należy się wstydzić, coś co oznacza naszą niedoskonałość, bycie niewystarczającym. To potknięcie, które przez większość ludzi traktowane jest jako coś piekielnie niefajnego, a co wskazuje, że okazaliśmy się w czymś słabi, kiepscy, za co należy nas odrzucić. Jeśli takie przekonanie żyje w zbiorowym cieniu (nieświadomym, kolektywnym umyśle), to za porażką może stać tylko jedna emocja – lęk. Jeśli do tego wykształcił się w nas perfekcjonizm (w odczuciu umysłu chroniący nas mechanizm), to tym bardziej trudno jest w życiu działać, bo pracuje tutaj przekonanie „albo zrobię coś idealnie albo wcale”. Ponieważ jednak czuję ogromny lęk, że mi nie wyjdzie doskonale, to decyduję się wybrać „wcale”. Zatem umysł, a dokładniej jakaś jego podświadoma część, chcąc nas chronić, będzie wyszukiwać powody, by czegoś nie robić. Tylko że wtedy sięganie po nowe w życiu staje się bardzo trudne, a często zupełnie niemożliwe.

Skąd bierze się porażka i dlaczego tak mocno wgryza się tak dużej liczbie ludzi w umysł?

Nie będę odkrywcza, jeśli powiem, że z… naszego dzieciństwa. Innego źródła nie ma. To tam koduje się wszystko to, co określa nas dorosłych i wyznacza zakres naszych życiowych ruchów. Za każdym razem, gdy rodzic zamiast wesprzeć dziecko w momencie popełnienia tzw. błędu (np. oblanie się piciem, wysypanie czegoś, przewrócenie się na rowerze czy podczas wesołego biegania, przyniesienie ze szkoły „dwói”, niezdanie egzaminu – tutaj można by mnożyć bez końca), krytykował i kopał słownie (czasem bił), to dziecko zaczyna wierzyć, że nie można się mylić czy potykać. Bo jak się mylę i popełniam błędy, jestem odrzucany/odrzucana, takiego/taką mnie nie można kochać. W przypadku, gdy takich doświadczeń było dużo lub były bardzo intensywne w przykre emocje dla dziecka, wzorzec „porażka to coś strasznego” utrwala się i zaczyna bardzo mocno w nim pracować, wpływając na coraz więcej obszarów życia. Mimo że początkowo dotyczył tylko określonej umiejętności. I potem, w dorosłości, porażka zaczyna przerażać, blokując działanie.

Nieprzyjmowanie nas w błędach działo się także wtedy, gdy stawiano przed nami za wysoko poprzeczkę, nie widząc naszych ograniczeń (np. wiekowych, emocjonalnych).

Nikt nas (albo bardzo rzadko się to zdarzało) nie uczył, że tzw. porażka to informacja dla nas o tym, żeby zrobić coś inaczej, skuteczniej, żeby zachować się w inny sposób albo żeby coś odpuścić na jakiś czas, bo nie mamy na to jeszcze gotowości. Albo zostawić coś na amen i zająć się czymś innym. W każdym razie nikt nie dał nam komunikatu, żeby obrać inną strategię. Dlaczego? Bo ten „nikt” został nakarmiony tym samym przeświadczeniem o porażce, którym potem karmi kolejne pokolenie. Sam zatem jest pokrzywdzony i zblokowany lękiem przed popełnianiem błędów, co nie znaczy, że nie jest odpowiedzialny za to, czym nakarmił swoje dziecko.

Co można z tym zrobić?

Zauważyć,
że ma się na wyposażeniu, pośród innych, także to przekonanie – że porażka to coś strasznego i za wszelką cenę należy jej unikać. Zauważyć, że, trzymając ją za rękę, obok idzie perfekcjonizm.

Uznać,
że moja zawartość to także coś, co mi nie służy, co mnie ogranicza i odgradza od życia pełnią.

Zrobić w sobie miejsce
dla dziecka, którym byliśmy lub tej części w nas, której potknięcia nie były uznane, usłyszeć ją w tych sytuacjach, gdy zamiast wsparcia i wyrozumiałości popłynęła krytyka, ocena i potępienie, czasem wpędzanie w poczucie winy pt. „ale mnie zawiodłaś, ale mnie rozczarowałeś, i co ja powiem rodzinie…”.

Poczuć
razem z tym kawałkiem nas, jak to było, jak bolało i dotykało, jak odbierało pewność siebie i podkopywało poczucie własnej wartości. Poczuć jego lęk. Ciało wszystko pamięta i pokaże, w którym miejscu i co jest zapisane.

Zapewnić,
że teraz będzie inaczej, że już ta część w nas może przestać się bać, bo my jej nie potraktujemy tak, jak kiedyś traktowano nas.

Włożyć w to miejsce
nowe przekonanie o porażkach, czyli, że pomyłki, błędy i niedoskonałości są ok i że na nich można wzrosnąć, rozwinąć się.

I tak można pracować z każdym przekonaniem, które wstrzymuje nasz wzrost, nasze poczucie swobody czy doświadczanie siebie i innych w pełni J

Tekst ten dedykuję pewnemu mężczyźnie, którego przed spełnianiem siebie blokuje lęk przed porażką, mimo że jak każdy ma bogate zasoby wewnętrzne i potencjał. Dziękuję Ci za inspirację ♡

3 komentarze

  • mi

    Jak miło, że tak krótka rozmowa przyczyniła się do powstania tak ładnego, mądrego wpisu 🙂
    Od siebie chciałbym dodać tylko, że czasem dobrze znać minusy i mieć świadomość ewentualnych konsekwencji swoich “porażek”, bo w dorosłym życiu często decyzje dotyczą kariery zawodowej albo drogi życiowej i błędy mogą mieć kluczowe konsekwencje, chociażby finansowe. Niestety nie zawsze dotyczy to klapsa za “dwóję” z egzaminu.. 🙁 Generalnie wydaje mi się, że łatwiej podejmować wszelkie próby i ryzykować porażką, mając spadochron w postaci chociażby znacznej ilości środków na koncie.. Obstawiam, że może to być nadmierna ostrożność, a nie koniecznie trauma z dzieciństwa 😉 ale mogę się mylić..

    • Ilona Jackowska

      Dziękuję Ci za to, co napisałeś! 🙂 🙂 🙂 Tak, w dojrzałości nie chodzi o to, by rzucać się w przepaść i wtedy zastanawiać, czy na dole czeka miękki materac 😉 I zapewne jest tak, jak mówisz, że nie każda ostrożność wynika z dziecięcych zranień. Poza tym serce mamy po to, by wskazywało kierunki w życiu, a głowę od analizy i realizacji. W moim odczuciu, jeśli strach przed czymś mnie chroni i każe wybrać mądrze, to mnie wspiera. Jeśli jednak podszepty lęku ciągle blokują rękę, która wyciąga się, chcąc sięgnąć po coś nowego w życiu, to tutaj nie płynie już wsparcie, tylko ograniczenie. I wtedy z pewnością za tym lękiem coś stoi, w co warto zajrzeć. Każdy musi tutaj sprawdzić sam. Dziękuję za Twoje przemyślenia, przytulam ❤️

    • Ilona Jackowska

      Dodam jeszcze, że za nadmierną ostrożnością też coś się ukrywa. Ważne jest, by sprawdzić, co jest jej źródłem. A może się okazać, że wcale nie należy do nas, a my niesiemy nie swoje lęki…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *